SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!
Caitlin całą lekcję siedziała jak na szpilkach, nie mogąc zupełnie skupić się na tym, co mówi nauczyciel. Czuła na sobie kocie spojrzenie Connora i tylko siłą powstrzymywała się, żeby znów się do niego nie odwrócić.
Na szczęście nareszcie rozbrzmiał tak wyczekiwany przez nią dzwonek. Blondynka jednym susem wyskoczyła z ławki i stanęła obok chłopaka. Ten wstał i złapał zdezorientowaną dziewczynę w ramiona.
- Kopę lat, Caitlin! – zawołał, obejmując ją mocno.
Złapał ją w prawie niedźwiedzi uścisk, unosząc do góry. Oszołomiona Caitlin zarzuciła mu ręce na szyje i pozwoliła obrócić mu się kilka razy dookoła. Odwzajemniła jego uścisk, śmiejąc się przy tym wesoło. Kiedy wreszcie ją puścił, spojrzała na niego rozpromieniona.
- Co ty tu robisz? Jak... Kiedy... - nie wiedziała, o co powinna zapytać najpierw.
- Spokojnie – roześmiał się. – Na wszystkie pytania zdążę odpowiedzieć.
Nagle tuż obok nich wyrosła przyjaciółka dziewczyny, szturchając ją delikatnie w ramię.
- Caitlin, nie przedstawisz mnie? – powiedziała, jednocześnie uśmiechając się zalotnie do jej towarzysza.
Nie mogła uwierzyć, że przyjaciółka nie powiedziała jej, że zna chłopaka, który miał dołączyć do ich klasy. I to tak przystojnego chłopaka!
- No tak – błękitnooka zgromiła ją wzrokiem. – To moja przyjaciółka, Megam McGrath. A to Connor Ball, mój...
Urwała, nie bardzo wiedząc, jak określić ich relacje. Przecież nie widzieli się tyle lat.
- ...stary znajomy – dokończył za nią, ściskając wyciągniętą dłoń Megan, co ta skwitowała chichotem.
Po krótkiej rozmowie, której z niemal zapartym tchem przysłuchiwała się Megan, tak żeby czasem nie uronić ani słówka, Caitlin dowiedziała się, co sprowadza Connora z powrotem do Londynu. Okazało się, że jego najstarszy brat, James, właśnie rozpoczął studia na Uniwersytecie Londyńskim, a on wraz z drugim bratem, postanowili wrócić razem z nim do tego miasta. Stęsknili się za Londynem, w którym spędzili całe swoje wczesne dzieciństwo.
Kiedy tylko Caitlin usłyszała, że pozostali bracia także są w mieście, jej radość wydawała się nie mieć końca. Na dodatek, gdy Connor powiedział jej, że jego o rok starszy brat również postanowił skończyć edukację w tym samym liceum, Dziewczyna nie wytrzymała i kazała się Connorowi natychmiast do niego zaprowadzić. Megan jak cień podążyła za nimi. Przecież nie mogła stracić z tego ani odrobiny.
Szybko odnaleźli odpowiednią klasę. Blondyn złapał za rękę i wciągnął do środka nieco onieśmieloną koleżankę. Łatwo odszukał wzrokiem brata, otoczonego przez wianuszek dziewcząt.
- Brad! – krzyknął na całą klasę. – Zobacz, kogo tu znalazłem!
Caitlin z zaróżowionymi policzkami stała, wpatrując się w bruneta, który powoli zaczął odwracać się w ich stronę. Kiedy jej wzrok napotkał spojrzenie brązowych tęczówek, prawie zamarła.
- Nie wierzę… - starszy chłopak najpierw spojrzała na nią z wyrazem zdziwienia malującym się na twarzy, po czym na jego ustach wykwitł szeroki uśmiech.
- Caitlin, tyle lat, a ty wciąż nosisz tą samą dziecinną wstążkę we włosach! – krzyknął i w kilka kroków znalazł się tuż obok blondynki.
Nastolatka nie bardzo wiedziała, jak zareagować na takie powitanie. Szczerze, to akurat nie tego się spodziewała.
- Wybacz mu, jest trochę... nieokrzesany - Connor przepraszająco szepnął jej do ucha, na co dziewczynę przeszedł lekki dreszcz.
Spojrzała na dawnego przyjaciela i uśmiechnęła się pokrzepiająco, nie chcąc mu przypadkiem dać odczuć, że rozczarowało ją trochę powitanie Brada.
- No coś ty, nic nie szkodzi - odpowiedziała szybko.
Tymczasem brunet lustrował wzrokiem stojącą przed nim Caitlin. Na dłużej zatrzymał wzrok na jej zielonych oczach.
- Nic się nie zmieniłaś - powiedział niemal kpiąco. - Pewnie nadal jesteś tak samo łatwowierna, jak kiedyś...
- Brad - tym razem głos Connora brzmiał już bardziej ostrzegawczo.
Spoglądał na starszego brata z gniewem w oczach.
- Chodź Caitlin, pójdziemy już. Zaraz zacznie się następna lekcja - pociągnął za łokieć zdezorientowaną dziewczynę.
Ta pozwoliła mu poprowadzić się do wyjścia. Przy samych drzwiach odwróciła się jeszcze ze siebie. Ujrzała Brada flirtującego z jakąś dziewczyną. Poczuła dziwny smutek.
***
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że znasz takich facetów? – zapytała Megan przyjaciółkę, kiedy razem wracały ze szkoły.
Caitlin roześmiała się, widząc lekko naburmuszoną minę blondynki.
- Hej, przecież ja nie miałam pojęcia, że oni się tu przenoszą – zaczęła nastolatka. – Poza tym nie widziałam się z nimi tyle lat…
- Nigdy mi o nich nie opowiadałaś… – drążyła temat niebieskooka.
- W sumie racja – przyznała.
- No więc – ponagliła ją. – Chyba najwyższy czas uchylić rąbka tajemnicy.
- Poznałam ich, kiedy jeszcze byliśmy w przedszkolu. To znaczy Connor i Brad byli w przedszkolu, bo James już chodził do pierwszej klasy podstawówki. Mieszkali w tym wielkim domu niedaleko mnie, kojarzysz?
Megan energicznie przytaknęła, wpatrując się w przyjaciółkę.
- Pamiętam, jak zawsze z zachwytem patrzyłam na ten wspaniały dom, ciekawa, czy ktoś kiedyś w nim zamieszka. I nagle pojawili się bajecznie bogaci państwo Collins z trójką synów. Jako, że w okolicy nie było innych dzieci w moim wieku – kontynuowała Caitlin – szybko się zaprzyjaźniliśmy. I ta przyjaźń trwała ze trzy lata. Byliśmy prawie nierozłączni, przynajmniej ja, Connor i Brad. James, najstarszy ze wszystkich, zawsze trochę odstawał od nas, maluchów. Ale z nim też łączyła mnie przyjaźń. Potem wydarzył się wypadek samochodowy, w którym zginęli ich rodzice.
Dziewczynie zrobiło się smutno na wspomnienie tamtych dni.
- Biedni… - wyszeptała jej towarzyszka.
Caitlin szybko otrząsnęła się z nieprzyjemnych myśli i dalej ciągnęła swoją opowieść.
- Okazało się, że jedynym krewnym chłopaków był brat ich matki, mieszkający w Stanach. Postanowił zabrać ich do siebie. Ciężko było nam się rozstać, ale nie było innego wyjścia. Przez jakiś czas pisaliśmy do siebie listy, ale z czasem kontakt się urwał. Wiesz, jak to jest, kiedy się dorasta… Nie widziałam ich aż do dziś – zakończyła.
Megan przetrawiała nowo zdobyte informacje.
- Nie są do siebie zbyt podobni… – zastanowiła się na głos.
- Bo to nie są rodzeni bracia. Wszyscy trzej zostali adoptowani przez państwa Collins, ale nie zmieniali im nazwisk.
- Jacy oni są? Opowiedz mi coś o nich? Ten najstarszy, James też jest taki przystojny? – przyjaciółka zasypała Caitlin gradem pytań.
- Megan, minęło dziesięć lat! Skąd mogę wiedzieć, jacy oni są?
- No to powiedz, jacy byli – nie dawała za wygraną. – Pewnie niedużo się zmienili.
- Hmm… - zastanowiła się przez chwilę, a w jej oczach pojawiły się wesołe iskierki. – Connor był zawsze marudny i obrażalski, wiecznie z czegoś niezadowolony, ale jednocześnie miał wielkie serce.
Megan zachichotała słuchając słów koleżanki.
- Brad z kolei to taki typ wesołka, zawsze poprawiał mi humor. Z nim chyba najlepiej się dogadywałam. Był pewny siebie i przebojowy już w przedszkolu – zaśmiała się. – Potrafił oczarować każdą dziewczynkę.
- Nie dziwię się – mruknęła Mina.
- A James… On był najpoważniejszy z nich wszystkich, bardzo inteligentny, wiecznie z nosem w książce. Niby tacy różni, nawet nie spokrewnieni, a każdy skoczyłby za swoim bratem w ogień.
- W którymś się podkochiwałaś? – długowłosa spojrzała na nią przeciągle.
- Megan! – zganiła ją przyjaciółka, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
- Wiedziałam! – klasnęła w ręce i aż podskoczyła z radości.
Temat romansów i miłostek był jej ulubionym.
- Pamiętam, jak na pożegnanie dostałam od Brada malutkiego różowego misia – Caitlin zatopiła się we wspomnieniach.
- Uuuu, nie dziwię się, że go wybrałaś. Jest boski…
"Chociaż trochę wredny", dodała już w myślach.
- Connor zresztą też jest niczego sobie, ma takie cudne oczy… - kontynuowała długowłosa rozmarzonym głosem.
Caitlin westchnęła. Jej przyjaciółka potrafiła rozmawiać chyba tylko o jednym.
- Cieszysz się, że wrócili?
Caitlin wyrwała się z zamyślenia.
- Tak, chyba tak – skinęła głową.
- Chyba?! – zawołała Megan. – Ja byłabym przeszczęśliwa, gdyby przy mnie pojawili się tacy przystojniacy. Poza tym oni ucieszyli się na twój widok. Przynajmniej Connor - dodała nieco ciszej.
- No tak – przyznała jej rację blond-włosa.
- Może odnowicie starą znajomość – długowłosa rozmarzyła się, oczami wyobraźni już widząc się pośród dawnych przyjaciół Caitlin.
- Czy ja wiem… Minęło już tyle lat.
- Oj tam – zaperzyła się. – Skoro byliście prawdziwymi przyjaciółmi, to na pewno da się do tego wrócić. Mówię ci to ja, Megan McGrath!
Mówiąc to, dziewczyna wyciągnęła wysoko rękę, śmiejąc się radośnie. Nawet nie zauważyły, kiedy dotarły pod dom Megan, tak szybko minęła im droga. Pożegnały się i Caitlin powoli ruszyła w stronę swojej dzielnicy. Myślami wracała do tych lat, wspólnie spędzonych z chłopakami.
***
Popołudnie minęło Caitlin na wspominaniu czasów dzieciństwa. Nie mogąc zupełnie skupić się na odrabianiu lekcji, rzuciła beztrosko książki w kąt pokoju i zaczęła przeszukiwać swoją szafę. Pamiętała, że kiedyś schowała tam pudełko ze zdjęciami z dziecięcych lat. Sporo czasu minęło, odkąd ostatni raz je wyciągała, ale miała nadzieję, że nadal się tam znajduje. I faktycznie, na dnie szafy znalazła duże kolorowe pudełko. Ostrożnie wyjęła ja na środek pokoju. Usiadła na dywanie i wstrzymując oddech, zdjęła wieczko. Mimowolnie uśmiechnęła się na widok zdjęć i pamiątek, które kiedyś tam zgromadziła.
"To było tak dawno temu", pomyślała, "a wydaje mi się, jakbyśmy się ostatni raz widzieli dosłownie wczoraj..."
Powoli wyciągała kolejne zdjęcia i z rozrzewnieniem wspominała uwiecznione na nich sytuacje. Przy jednym zatrzymała się szczególnie długo. Fotografię zrobiono w pięknym ogrodzie państwa Collins, byli na niej całą czwórką. Caitlin w różowej sukience z falbankami i kokardkami w takim samym kolorze wpiętymi we włosy, siedziała na huśtawce, uśmiechając się radośnie. Obok niej, w mundurku szkolnym, stał James, poważnie spoglądając w stronę obiektywu. Na drugiej huśtawce siedział mały Connor, z włosami opadającymi na intensywnie błękitne oczy. Minę miał nieco naburmuszoną, gdyż średni z trójki rodzeństwa chciał mu zrobić na złość i starał się go zepchnąć na trawę. Brad szczerzył zęby w szerokim uśmiechu, zawadiacko spoglądając na najmłodszego brata.
- Tyle wspomnień... - wyszeptała Caitlin, nie mogąc oderwać wzroku od tego widoku i przestać się uśmiechać.
Postanowiła, że jutro kupi ramkę i położy to zdjęcie na komodzie, obok innych: jedno przedstawiało ją i rodziców - zostało zrobione podczas ostatnich wakacji nad morzem; na drugim rozmarzoną dziewczynę obejmował poważny, blond-włosy chłopaka - jej chłopak Tristan; ostatnie zrobiły sobie z Megan w zeszłym roku - zajadały się na nim lodami i zaśmiewały prawie do łez.
- Teraz będą wszyscy w komplecie - uśmiechnęła się, odkładając zdjęcie na bok.
Rozmyślania przerwał jej dźwięk dzwoniącego TELEFONU. Blondynka szybko podniosła się na równe nogi przeszła na korytarz,gdzie się znajdował i odebrała.
- Halo.
- Hej, Caitlin! To ty? - usłyszała w słuchawce.
- Tak... - odpowiedziała nieco niepewnie.
- Super! - ucieszył się chłopak po drugiej stronie. - Czyli dobrze udało mi się odszukać was w książce telefonicznej.
- Yyyy... A kto mówi?
- To przecież ja, Connor - zdziwił się rozmówca.
- Aaaa! - roześmiała się nieco głupkowato.
- No wiesz co? - oburzył się.
- Nie poznałam cię - szybko wytłumaczyła się dziewczyna, jednocześnie robiąc sobie w myślach wyrzuty za swoje mało rozgarnięte zachowanie.
"Co za wstyd...", pomyślała, ciesząc się, że chłopak nie widzi jej płonących policzków.
- No dobra, wspaniałomyślnie ci wybaczam. Po tylu latach miałaś prawo mnie nie rozpoznać - w jego głosie słychać było wesołe tony. - W każdym razie... Dzwonię, bo tak mi się właśnie pomyślało, że może wpadłabyś do nas jutro po szkole? W końcu piątek, nie ma nauki. Zobaczysz jak mieszkamy, spotkasz się z Jamesem. Co ty na to? Masz jakieś plany?
Connor wręcz zasypał ją potokiem słów. Nie pamiętała, żeby w dzieciństwie był aż tak gadatliwy. Najwidoczniej nie tylko on sporo zmienił się od tego czasu.
- Nie, nie mam żadnych konkretnych planów - odpowiedziała, jednocześnie usilnie myśląc, czy naprawdę tak jest. - Chętnie was odwiedzę.
- Super - ucieszył się. - Masz pod ręką coś do pisania? Podałbym ci adres...
- Jasne... Czekaj chwilkę... - Caitlin w panice zaczęła przeszukiwać swoje biurko w poszukiwaniu kawałka kartki i długopisu. - Już mam. Możesz dyktować.
Po chwili niebieskooka miała już zanotowany adres mieszkania. Zamienili z Connorem jeszcze kilka słów, dała mu swój numer komórki, po czym chłopak rozłączył się.
Stała kilka sekund, wpatrując się w telefon i analizując przeprowadzoną właśnie rozmowę. Wtem olśniło ją, że powinna była sprawdzić w swoim kalendarzu, czy faktycznie nie ma jakiś planów na piątkowe popołudnie.
Złapała szkolną torbę, przetrząsając ją w poszukiwaniu niewielkiego kalendarzyka.
- Obym tylko nic nie miała zaplanowane, bo będzie wtopa... - wymruczała, gorączkowo przerzucając strony.
Kiedy doszła do odpowiedniej daty, odetchnęła z ulgą. Piątek był wolny! Uśmiechnęła się pod nosem i zapisała spotkanie z chłopakami, dodając obok adres - tak na wszelki wypadek. Po chwili dopisała jeszcze numer telefonu, który jej się wyświetlił, gdy dzwonił Connor.
Przerzuciła następną kartkę kalendarza.
"W sobotę randka z Tristanem...", pomyślała z nieco mniejszym entuzjazmem, jednak szybko wyrzuciła tę myśl z głosem.
Teraz najważniejsze było piątkowe popołudnie.